17 gru 2012

Ostatnia Minuta

Kolejny krwawy One-shot, nie zabijcie mnie za to! Tym razem JongKey.
I jeśli się uda, to jutro wstawię kontynuację opowiadania 2min ^^
Ładnie proszę o komentarze, bo nie wiem, czy dalej pisać :)
No i dzisiejsza notka dedykowana jest mojej kochanej Yodong, Maddie! :*


* ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ * ~ *

Zagubiłem się w sobie. Moje prawdziwe „ja” uciekło gdzieś w kąt. Została tylko wszechogarniająca mnie pustka. Ból samotności oplatał mnie coraz mocniej. Cierpienie ściskało moje serce. Tonąłem w smutku. W cierpieniu. Byłem tak bardzo bezradny w chorobie, która mnie zabijała od środka. Czułem to każdym nerwem. Każdym mięśniem, każdą komórką ciała. Czułem, że nikt mnie nie potrzebuje. Nikt nie kocha. Wszyscy nienawidzą. Świat miał mi za złe wszystko co do tej pory robiłem. To wszystko, to tak naprawdę jest tylko i wyłącznie moja wina. Ludzie ranią, nawet o tym nie wiedząc. Niszczą. Zabijają. Sprawiają, że chory czuje się na miejscu stracony. Chce umrzeć. Jest to jedyna kołatająca się z boku na bok myśl potencjalnego samobójcy. Kogoś takiego jak ja.

Pocięte nadgarstki.
Nogi.
Ramiona.
Brzuch.
Wszędzie pełno krwi, a w dłoni niewinna żyletka skąpana w czerwonej cieczy. Ten widok zawsze sprawiał, że czułem się lepiej. Jakby na chwilę wszystko ze mnie uleciało. Czułem się taki lekki. Jednak ta ulga nigdy nie trwała długo. Z chwilą spojrzenia w lustro, które było zawieszone nad biurkiem, ponownie witał mnie smutek i psychiczny ból. Odbicie w owym przedmiocie przedstawiało potwora. Kogoś odstającego od norm społecznych. Mnie. Nienawidziłem swojego ciała. Swojego życia. Samotność pożerała mnie całego. Jednak to śmieszne…pomimo tego, że mam Ciebie czuję się taki opuszczony. Przez nikogo nie kochany, choć mam nadzieję, że to nie prawda. Ty mnie kochasz. Kochasz mnie, prawda?
Bezsens otaczający wszystko przytłaczał mnie już od dawna. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Każda godzina wymagała ode mnie walki, która mnie przerażała. Nowy dzień zwiastował nowe problemy, nowe kłótnie. Wymagał ode mnie niemożliwego. Tak bardzo cierpiałem.
Jednakże, ty kazałeś mi żyć. Nie poddawać się. Oddychać każdą chwilą pełną piersią. Dla Ciebie chciałem przetrwać. Byłeś dla mnie prawdziwym przyjacielem. Co z tego, że czułem do Ciebie coś więcej. To nie jest ważne. Chciałem dla Ciebie przeżyć kolejne dni, powiedzieć co czuję. Ale ciemność, strach i zmęczenie jednak pokonały mnie. Pochłonęły. Sprawiły, że poddałem się. Uległem im. Upadłem na kolana. Jednak przecież samobójstwo nie jest straszne. Nie bój się. To jak sen. Wieczny sen z którego nigdy się nie obudzisz. Przyjemna rzecz. Śmierć do mnie macha od kilku lat. Ciepło nawołuje. Koi moje zszargane nerwy. Kusi niczym wąż zakazanym owocem.
Nie martw się o mnie. Będę szczęśliwy.
Kochałem Cię Jonghyun, kocham i kochać będę.

Czytając ten list, moje oczy były coraz bardziej załzawione. Ze słowa na słowo, moje serce przepełniał coraz większy strach. Z przerażenia nawet nie zauważyłem, kiedy trzymana przeze mnie kartka papieru wylądowała na zakrwawionej podłodze. Rozbieganym wzrokiem rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nigdzie go nie było. Wszędzie tylko czerwień i czerwień. Po moim policzkach spływały łzy. A z ust wydobywał się krzyk. Wołałem. Kilka razy. Nikt nie odpowiedział. Jednak nie miałem zamiaru się poddać. Pomimo ogromnego bólu, który ściskał moje niepewne serce, rzuciłem się biegiem do kuchni. Na kafelkach ujrzałem tylko zniszczone kubki. Miliony niebieskich kawałeczków i jeden większy fragment, przedstawiający srebrny klucz. Ten kubek był ode mnie. Dostałeś go na siedemnaste urodziny. Na ten widok w moich oczach zawirowało jeszcze więcej łez. Byłem przerażony obecną sytuacją. Mogłeś umrzeć, a to wszystko moja wina. Mogłem dać Ci więcej uczucia. Mogłem wyznać prawdę. Cholera, jestem idiotą! warknąłem na siebie w myślach. Jednak nie zastanawiając się długo, ponownie ruszyłem biegiem. Tym razem do łazienki. I dobrze wybrałem. Tyle, że drzwi były zamknięte, gdy próbowałem je otworzyć. Bez wahania w kilka sekund zostały przeze mnie wyważone i z głośnym hukiem upadły na ziemię. Wpadłem do pomieszczenia i ujrzałem cię. Leżałeś zakrwawiony na podłodze.
-Key! – krzyknąłem i upadłem obok Twojego ciała, delikatnie chwytając poranione ręce. To wszystko było tak niedorzeczne, że ledwo mogłem się ruszać. Drżącymi dłońmi sięgnąłem po apteczkę, która była w półce i wyciągnąłem bandaż. Szybko obwiązałem pocięte nadgarstki i zadzwoniłem na pogotowie opowiadając całe zdarzenie. Rozłączając się zauważyłem, że nie straciłeś przytomności do końca. Nie kontaktowałeś ze światem zewnętrznym, jednak Twoje gałki oczne się ruszały. Odetchnąłem trochę uspokojony. Chwyciłem cię mocno za rękę i splotłem nasze palce. Obie dłonie przyłożyłem do ust, szeptając pocieszające słowa.
-Boże, Key! Ja też Cię Kocham! Kocham Cię Kluczyku!- wrzasnąłem, a z moich oczu pociekł wodospad łez. Tak bardzo się o niego bałem – nie umieraj, błagam! Ja Cię Kocham! Tak strasznie bardzo!
Moje słowa z wolna traciły sens, gardło miałem tak ściśnięte przerażeniem.
Karetka przyjechała już po kilku minutach. Zgarnęła nas do wozu i odjechaliśmy na sygnale. Cały czas trzymałem Twoją rękę. Nie chciałem jej puścić. Nie chciałem Cię już zostawić.
Lekarze zawieźli Cię na stół. Okazało się, że połknąłeś bardzo dużo tabletek nasennych. Musieli ci przepłukać żołądek. Bałem się. Nawet nie wiesz jak bardzo. Adrenalina krążyła w moich żyłach jak szalona. Prawie pobiłem jedną z pielęgniarek, kiedy poinformowała mnie, że dalej nie mogę z Tobą iść. Że muszę zostać na korytarzu i czekać. Bo to jedyne co mogę w tej chwili zrobić, prawda? Usiadłem więc na podłodze, podkuliłem nogi i oczekiwałem. Nie wiem ile spędziłem tam czasu. Godzinę, dwie. A może nawet więcej. Jednak w końcu wywieźli cię z sali operacyjnej i przydzielili pokój. Byłeś nieprzytomny, a ja siedziałem przy tobie non stop. Bez przerwy. Nie wychodziłem nawet na jedzenie. Tak bardzo się o Ciebie martwiłem.
Aż w końcu się obudziłeś. Twoje blade powieki uniosły się i spojrzałeś na mnie swoimi pięknymi brązowymi oczami. Włosy miałeś rozwalone, a policzki zarumienione. Wyglądałeś uroczo.
- Jonghyun… – wyszeptałeś – …co ty tutaj robisz?
- Przeczytałem list – mruknąłem z ledwością powstrzymując płacz.
- Ach – mruknąłeś – i co zamierzasz zrobić z tym fantem?
Poczułem, że z moich oczu znowu ciekną łzy. Nie potrafiłem ich powstrzymać. Nie teraz. Nie w takiej chwili. Jednak tym razem były to łzy szczęścia. Nie smutku i strachu.
- Och, Kim! Tak się bałem – zaszlochałem i objąłem go, puszczając dłoń, którą swoją drogą bezustannie trzymałem w uścisku – Kocham Cię, słyszysz głuptasie? Kocham Cię! – Krzyknąłem i przylgnąłem tęsknie do Twoich zaróżowionych ust. Zawsze tak bardzo chciałem ich skosztować, ale nigdy nie było mi to dane. Dopiero teraz – nigdy więcej mi tego nie rób, jasne? – spojrzałem na Ciebie uważnie, a Twoja mina mnie trochę przeraziła. Przedstawiała mieszankę zdziwienia z jeszcze czymś, czego nie umiałem do końca zdefiniować. Może to była niepewność.
- Też Cię Kocham – stęknąłeś i przyciągnąłeś mnie do siebie gwałtownie, ponownie łącząc nasze usta w pocałunku. W tamtej chwili byłem spełniony. Czułem, że ty też byłeś przepełniony radością.

14 komentarzy:

  1. O bosz.. Jakie to piękne!! Przerażające ale piękne !
    Nie mogę uwierzyć jak ty to tak ładnie napisałaś. No nie mam słów.. Nie bd pisac głupot (bo nie umiem wyrazić emocji) Więc powiem tak: CHCĘ WIĘCEJ CZEGOŚ TAKIEGO!! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja po prostu opisuję własne przeżycia ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow... Wow... Nie wiem co powiedzieć. Jeżeli opisujesz tylko swoje emocje to muszą być one niesamowicie mocne bo aż mi serce ściska. Pisz dalej nawet się nie zastanawiaj bo dobrze ci to idzie. ^_~

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego??!! Ja uwielbiam tego typu one shot`y ^^ Tak jak już mówiłam mogłabyś spróbować jakieś dłuższe opowiadanie, genialnie ci idzie opis. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Happy end w angstowym ficku?? Jesteś mistrzę, miałam zaciesz jak nie wiem na końcu ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Unnie wiesz że ZNOWU powinnaś dostać w głowę? Jednak tym razem się powstrzymam bo poryczałam się jak głupia ;( I jeszcze jedna sprawa, nie pozwalam Ci opisywać własnych przeżyć (wiesz o czym mówię), może dla odmiany napisz coś wesołego ^^ A i jeszcze jedna sprawa, tak strasznie CIĘ KOCHAM!!!!! <3<3<3 ;***

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejny blog,który doprowadził mnie do łez ;_; CHOLERA JASNA!! Teraz nie skończę u siebie rozdziały bo będę ryczeć >.< Boże gdybym miała taki talent jak ty masz to bym już była sławną pisarką.Rozdział po prostu jest MEGA pozdrawiam i czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahahahahahaha mam zamiar nią zostać w przyszłości! XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak nie przepadam za takimi opowiadaniami, tak twoje mnie powaliło! I jeszcze o SHINee,to już w ogóle! Piszesz naprawdę świetnie ale mam malutką uwagę odnośnie zwrotów Cię,Tobie, Ciebie itp. W liście to jest dopuszczalne, ale tak normalnie to już nie bardzo. Nie piszę tego, żeby być złośliwa czy coś, ale sama tak pisałam w swoim opowiadaniu i również na to mi zwracano uwagę:) Pozdrawiam Anylkaa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ahs, wielkie dzięki za zwrócenie uwagi! ^o^ postaram się poprawić :>

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach...ten list Keya taki pełen cierpienia, samotności i nieszczęśliwej miłości pięknie to ujęte...na szczęście tragedi nie było, miłość uratowana xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozwolisz, ze skomentuje tylko raz bo naprawdę nie lubię tego robić ^^" Masz dobry styl, jedyne co mogłabym ci zarzucić to używanie takich zdrobnień jak "kluczyku", w koncu to angst nie powinno tego być ale tak to jest fantastyczne c:
    5-/6

    OdpowiedzUsuń
  13. mam tylko jedno słowo, które idealnie wyraża moje odczucia: piękne.

    OdpowiedzUsuń

Łączna liczba wyświetleń